Szkoła rodzenia w… parafii

Szkoła rodzenia w… parafii

Beata Marzec, położna, która od lat prowadzi szkoły rodzenia na terenie Krakowa i okolic postanowiła jedną z nich założyć w… parafii.
Udała się więc do nowego ks. proboszcza z propozycją, by udostępnił ku temu salkę przy kościele. Kapłan najpierw zaniemówił, ale potem chętnie przystał na propozycję. I tak, już od roku Świętojańska Szkoła Rodzenia przy parafii św. Jana Chrzciciela w Krakowie działa i ma się coraz lepiej.

Dzwoń o każdej porze
Pani Beata fakt, iż została położną traktuje jako zrządzenie Boże. Miała bowiem być pielęgniarką. Złożyła już nawet papiery do szkoły medycznej z internatem, kiedy jej mama nieoczekiwanie złamała nogę. Musiała więc zostać w domu do pomocy. I tak skończyła zwykłe liceum, po którym dostała się na położnictwo. Pani Beata mówi, że gdyby dziś jeszcze raz stanęła przed wyborem zawodu bez zastanowienia wybrałaby to samo. – Jestem najbliżej cudu narodzin. Biorę udział w przychodzeniu na świat nowego człowieka i nawet się do tego przyczyniam. To ja jako pierwsza trzymam maleństwo i pokazuję rodzicom. Tej radości nie da się niczym zastąpić! – Opowiada z entuzjazmem.
To specyficzny i trudny zawód. Pani Beata podkreśla, że jej telefon komórkowy nigdy nie jest wyłączony, zawsze bowiem może zadzwonić któraś z pacjentek potrzebując pomocy. Nawet w trakcie naszej rozmowy odbierała telefony przepraszając, że może to być coś ważnego. I sama słyszałam jak rozmowę kończyła słowami: – Tylko pamiętaj, gdyby się coś działo dzwoń! O każdej porze dnia i nocy.

Modlić się o dobry poród
Spotkanie z panią Beatą jest spotkaniem z kobietą, która fascynuje się tym, co robi. – Uwielbiam mój zawód! Traktuję go jako powołanie i jako dar – mówi. – Uważam, że to jest moja misja – dodaje. I jedną z form wypełniania tej misji jest zainicjowana przez nią Świętojańska Szkoła Rodzenia. To w niej rodzice oczekujący potomstwa zupełnie bezpłatnie przygotowują się do porodu, połogu i uczą wszystkiego, co w tym czasie robić należy. Ćwiczą opiekę nad maleństwem, odbywają praktyczne zajęcia z kąpieli czy pielęgnacji noworodka. Podczas kursu jeden wykład prowadzi pani Celina Wojas, a także ks. proboszcz Jerzy Serwin, który przybliża rodzicom wszystkie kwestie związane z duchową stroną narodzin dziecka. Pani Beata przyznaje, że i ona zwraca uwagę mam nie tylko na fizyczne i merytoryczne przygotowanie się do porodu. – Zawsze modlę się za każdą pacjentkę i za jej maleństwo – mówi położna. – To samo proponuję paniom, z którymi się spotykam. Mówię im, żeby modliły się o dobry poród dla siebie, to bardzo ważne – tłumaczy. – Bo w życiu nie jest tak, że nam się wszystko należy. Podobnie z porodem. Dobry poród to dar, o który trzeba prosić i za który należy Bogu dziękować – dodaje położna.

Przygotować się także duchowo
Każdy blok Świętojańskiej Szkoły trwa jeden miesiąc. Zaczyna się w każdy 22 dzień co drugiego miesiąca. Ta wyjątkowa szkoła rodzenia rozpoczyna się wspólną Mszą św. i błogosławieństwem matek oczekujących potomstwa. Na zakończenie wszyscy uczestnicy otrzymują certyfikaty.
Cotygodniowe spotkania trwają ok. 1,5 godziny. – Zwykle jednak są przedłużane, bo po części oficjalnej do pani Beaty zawsze ustawia się kolejka osób z indywidualnymi pytaniami – mówi pani Renata Krupa, uczęszczająca do Szkoły.
W przeważającej większości w zajęciach uczestniczą oboje rodziców. Panie mobilizują mężów, którzy jednak chętnie tu przychodzą. – Nie wyobrażam sobie, bym miała uczestniczyć w tych zajęciach bez męża – mówi pani Renata. – To w końcu nasze wspólne dziecko, więc trzeba podjąć wspólne wysiłki – śmieje się rozmówczyni.
Pani Renata podkreśla także, że w Szkole Świętojańskiej panuje bardzo ciepła atmosfera. A niemały wpływ ma na nią pomysłodawczyni – Beata Marzec. – To jest osoba niezwykle życzliwa i otwarta – mówi o położnej młoda mama. – Pamiętam sytuację, kiedy naszego maluszka nagle rozbolał brzuszek. Bardzo płakał, nie wiedzieliśmy co robić. Było już grubo po 22.00, kiedy bez skrupułów chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do pani Beaty. Spotkałam się wtedy z bardzo konkretną i rzeczową radą. To była wielka pomoc – opowiada.

W zdrowiu i chorobie, z makijażem i bez
Uczestnicy świętojańskich spotkań poruszają wiele ważnych tematów, wśród nich choćby kwestię porodów rodzinnych. – Rodzenie dziecka to nie jest tylko sprawa kobiety – zaznacza pani Marzec. – Mąż powinien wspierać żonę w czasie ciąży, ale także podczas porodu. Choć jego bezpośrednia obecność musi być dobrze przez małżonków przemyślana. Poród to wyjątkowy moment, ale dla kobiety trudny. Obecność męża w tym czasie naprawdę pomaga. Zawsze powtarzam paniom, że z całą swą życzliwością nigdy nie jestem w stanie nawiązać z nimi takiej relacji, jaka łączy je z mężem. Jego zwyczajne trzymanie za rękę jest niezwykle ważne.
Pani Beata podkreśla także, że spotkała się z opiniami pań, które mówiły, że nie wyobrażają sobie rodzinnego porodu ze względu na to, iż nie chcą, by mąż oglądał je w takim stanie. – Nie rozumiem tego – mówi położna. – Według mnie każda rodząca kobieta jest atrakcyjna. Podczas porodu bowiem bije od niej jakaś ogromna siła. Poród to jest wydarzenie, które według mnie trzeba przeżyć razem. A wygląd? Przecież ślubowali bycie razem w zdrowiu i chorobie. A więc z makijażem i bez makijażu także – podsumowuje rozmówczyni.

Afera w szpitalu
Pytam w końcu także o te ciemniejsze strony położnictwa. Tu pani Beata wspomina choćby kobietę, która podczas jednej rozmowy wyznała jej, że 40 lat temu popełniła aborcję i od tamtej pory nie ma dnia, żeby o tym nie myślała. Wyspowiadała się, odpokutowała, ale ta powracająca myśl jest jej największą karą.
Rozmówczyni przywołuje także poród kobiety, u której dziecka zdiagnozowano liczne wady. Wiadomo było, że umrze ono bardzo szybko. Matka jednak postanowiła je donosić i poprosiła panią Beatę o pomoc przy porodzie. Urodziła się dziewczynka, która żyła dwa dni. – Ten czas był niesamowicie ważny dla matki i ojca – mówi położna. – Oni dzięki temu mogli się najzwyczajniej w świecie pożegnać z maleństwem – wspomina.
Pani Beata opowiada wreszcie o chwili, w której przyszło jej dać największe świadectwo swoich przekonań. Było to podczas praktyk w studium położnictwa. Cała grupa otrzymała polecenie towarzyszenia skrobance i pomagania lekarzowi. Ona zaś, jako jedyna sprzeciwiła się mówiąc, że nawet do tego pokoju nie wejdzie i nikt jej do tego nie zmusi. Ten sprzeciw wywołał aferę w całym szpitalu. Jednak dzięki wyrozumiałości ich przełożonej, która porozmawiała z ordynatorem udało się wywalczyć możliwość nie uczestniczenia w aborcji w ramach zajęć.

Dzieło, które warto naśladować
Niezłomność i determinacja towarzyszą jej do dziś. To między innymi dzięki tym cechom powołała do życia Świętojańską Szkołę Rodzenia, z której w ostatnim roku skorzystało już prawie 40 małżeństw. – Z perspektywy czasu stwierdzam, że każda para powinna odbyć taką szkołę – mówi pani Renata. – Bo tutaj ważna jest nie tylko praktyczna wiedza, ale także spotkanie z innymi matkami, z którymi można wymienić spostrzeżenia, obawy. Z którymi można się spotkać, pożartować razem, ale i powiedzieć sobie, że zwyczajnie boimy się porodu. To naprawdę dodaje otuchy – podsumowuje pani Krupa.
Szkoła Świętojańska mimo, iż działa przy konkretnej parafii otwarta jest dla każdego i zaprasza wszystkich chętnych rodziców. Sama pani Beata chciałaby aby idea ta rozprzestrzeniła się na inne parafie. Jest to ogromne dobro i bogactwo, które warto naśladować.

JUSTYNA SOWA
Przewodnik Katolicki nr 43, 28.10. 2012 r.

Komentarze są wyłączone.